Okiem Obiektywu
SUWALSZCZYZNA

Odkryj Suwalszczyznę

Kraina jezior i wzgórz

Od najgłębszego jeziora Hańcza po widoki z Cisowej Góry!

Zobacz
KATALONIA

Odkryj ze mną Katalonię

Śladami Dalego i Gry o Tron

Od świata Salvadora Dalego po filmowe zaułki Girony. Odkryj ze mną ten niezwykły region!

Zobacz
ALBANIA

Kraina Orłów i Bunkrów

Przygoda tuż za rogiem

Wjedź kolejką na górę Dajti, odkryj historię zamku w Krui i poczuj tętniące życie Tirany.

Zobacz
KORFU

Niesamowita Wyspa

Nie tylko plaże i mity

Podążaj śladami Jamesa Bonda, odkryj polski akcent i znajdź najlepsze miejsca do podziwiania samolotów!

Zobacz
TOFIFEST 2025

Niepokorne kino w Toruniu

Gala, spotkania - ważne chwile

Relacje, zdjęcia i rozmowy z twórcami. Odkryj mój Tofifest!

Zobacz

Zobacz Mapę Okiem Obiektywu

Mapa podróży Okiem Obiektywu

Ostatnio na Blogu

6 lut 2026

Zamek w Ostrężniku: Zaginiona opowieść z jurajskiej krainy

W samym sercu jurajskiej krainy, gdzieś pomiędzy malowniczymi Żarkami a pełnym uroku Złotym Potokiem (województwo śląskie), drzemie miejsce absolutnie niezwykłe - ruiny zamku w Ostrężniku. To opuszczona, a jednocześnie obłędnie fascynująca warownia, która z każdym kamieniem i fragmentem ocalałych murów snuje nową opowieść, tchnąc żywą historią prosto w twarz odkrywcy. Zapraszam Was do wspólnego odkrycia tego nieco zapomnianego, dzikiego zakątka Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Chodźcie, poczujcie ten klimat razem ze mną!

Historia zamku sięga XIV wieku, choć jego najgłębsze sekrety wciąż pozostają ukryte w cieniu niedopowiedzeń i upływającego czasu. Średniowieczne kroniki, choć bogate w treść, milczą na temat fundatora tej potężnej niegdyś budowli. Część badaczy widzi tu rękę biskupa krakowskiego Jana Muskany, inni zaś z przekonaniem wskazują na króla Kazimierza Wielkiego i jego genialny system obronny - Orle Gniazda. Zamek w Ostrężniku to bez wątpienia jedna z najbardziej zagadkowych kart w całym jurajskim albumie.


Wyobraźcie sobie, że ta warownia składała się z dwóch potężnych części - górnej i dolnej - które rozdzielała głęboka fosa. Jej ślady są zresztą doskonale widoczne do dzisiaj! Choć obecnie Ostrężnik może sprawiać wrażenie jedynie malowniczo rozsypanych kamieni, które powoli zabiera las, dawniej tętniło tu życie. Smukłe baszty, wysokie mury i gwarne dziedzińce tworzyły imponujący kompleks obronny. Każdy głaz, który dziś mijacie podczas spaceru, był świadkiem codzienności dawnych mieszkańców.


Dziś Zamek w Ostrężniku przyciąga nas jako niesamowicie romantyczna ruina - to miejsce dosłownie zawieszone między tym, co było, a tym, co trwa. Skromne, wapienne mury idealnie wkomponowane w krajobraz Jury budzą wyobraźnię i aż proszą się o niespieszną eksplorację. Pamiętajcie, że otaczający je las to nie tylko drzewa - to schronienie dla tajemniczych jaskiń, rześkich źródeł krasowych i śladów, które człowiek zostawił tu wieki temu.

Nie ma Ostrężnika bez legend! Opowieści o ukrytych głęboko skarbach, tunelach łączących zamki i dramatycznych losach rycerzy tworzą tu aurę, której nie da się pomylić z niczym innym. To tutaj fakty historyczne podają rękę lokalnym podaniom, a granica między twardą rzeczywistością a barwną wyobraźnią zaciera się niemal całkowicie. Wchodząc tu, stajecie się częścią tej historii.

I choć Ostrężnik często pozostaje w cieniu gigantów takich jak Ogrodzieniec czy Bobolice, to właśnie jego kameralność i autentyczna dzikość czynią go perłą najwyższej próby. Dla mnie to nie tylko sterta kamieni - to prawdziwa inspiracja do podróży w czasie i dowód na to, że Jura wciąż ma swoje asy w rękawie. Jeśli szukacie spokoju i magii, to adres idealny.

Rezerwat Przyrody Ostrężnik na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej

Rezerwat przyrody Ostrężnik to absolutnie unikalny fragment Wyżyny Częstochowskiej. Chroniony już od 1960 roku obszar (ponad 4 hektary!) zachwyca surowością, przyrodniczym bogactwem i tym, jak mocno historia splotła się tu z naturą. To serce Parku Krajobrazowego Orlich Gniazd i ważny element ostoi Złotopotockiej w ramach sieci Natura 2000.


Punktem obowiązkowym jest wapienne wzgórze z ruinami oraz słynna Skała Ostrężnik, w której brzuchu kryje się Jaskinia Ostrężnicka. W okolicy znajdziecie też Jaskinię Wierną, jednak pamiętajcie - nie wszystkie te podziemne krainy są dostępne dla turystów. Całość otula piękny las bukowo-grabowy, który szczególnie jesienią wygląda jak z bajki.

Ciekawostka dla uważnych: na terenie rezerwatu biją okresowe źródła krasowe, nazywane Źródłami Zdarzeń. Coś w tym jest, prawda? Warto też pamiętać, że podczas II wojny światowej te jaskinie dawały bezpieczne schronienie partyzantom. Historia jest tu dosłownie pod Waszymi stopami.

Przez rezerwat wiodą najważniejsze szlaki Jury: czerwony Szlak Orlich Gniazd oraz niebieski Szlak Warowni Jurajskich. Koniecznie przespacerujcie się też ścieżką dydaktyczną „Tropem Tajemnic” - nazwa mówi sama za siebie!

Jeśli planujecie własną wyprawę i potrzebujecie porady, zapraszam na konsultacje podróżnicze - chętnie pomogę Wam ułożyć plan idealny! A jeśli moje treści pomagają Wam w odkrywaniu świata, możecie postawić mi wirtualną kawkę lub ciasto - to daje mi energię do kolejnych wyjazdów!

Inne magiczne miejsca na mapie: MAPA

Koza Kujawska w Toruniu - Zapustne szaleństwo i tradycja na ulicach miasta

Słyszycie to? To nie tylko muzyka. To dźwięk bębnów, skrzypiec i okrzyków, które nie chcą być tłem - chcą być początkiem. Tak właśnie budzi się ziemia! Choć jesteśmy w sercu gotyckiego Torunia, tuż obok pomnika Kopernika i w cieniu średniowiecznych kamienic, to dziś miasto przejęła Koza. Duch dawnej kujawskiej wsi przeszedł przez brukowane ulice, a ja miałem zaszczyt i radość iść razem z nim. Zapraszam na reportaż z jednego z najbardziej magicznych obrzędów karnawałowych w Polsce. Dziś chodzimy z Kozą!

Uczestniczki zapustów w Toruniu, ludowe stroje i długie czerwono-niebieskie wstążki podczas chodzenia z kozą

Zapusty - magia ukryta pod maską

„Chodzenie z kozą” nie jest zwykłym karnawałem ani lokalnym festynem. To echo pradawnych rytuałów, zakorzenionych jeszcze przed nadejściem chrześcijaństwa, głęboko związanych z magią płodności, śmierci i odrodzenia. Zapusty - czas od tłustego czwartku do wtorku przed Środą Popielcową - to chwile, gdy świat staje na głowie, a to co stare, musi ustąpić miejsca nowemu. Dawniej wiejskie drogi Kujaw należały do korowodów maszkar. Dziś ten duch odradza się w samym sercu nowoczesnego miasta.

W 2020 roku „chodzenie z kozą” na Kujawach zostało wpisane na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego - i to nie przypadek. To żywa tradycja, która potrafi poruszyć serce i roztańczyć nogi, a jej wpis na listę to dowód na to, jak wielką wagę przywiązujemy do zachowania naszej tożsamości.

Na czele idzie ona - Koza. Jej rytualna „śmierć” i gwałtowne „zmartwychwstanie” to symboliczny koniec zimy i początek nowego cyklu życia. Ale Koza nie jest sama. Towarzyszy jej cała plejada postaci, z których każda niesie ze sobą ładunek dawnych wierzeń:

  • Niedźwiedź - uosobienie siły uśpionej w ziemi, która musi się obudzić. Tarzając się po polach (a dziś po toruńskim bruku), symbolicznie przekazuje naturze swoją moc i witalność.
  • Bocian - zwiastun wiosny i nowego życia. Zgodnie z tradycją, dziobnięcie przez bociana to dla niezamężnych dziewczyn wróżba rychłego zamążpójścia i macierzyństwa.
  • Postacie dwoiste - jak „dziad na babie” czy „żywym na umarłym”. Obrazują one triumf życia nad śmiercią i odwieczny cykl zmian pór roku.

Przystanek pierwszy: Torunianka Cafe i duch bohemy

Wyruszyliśmy spod pomnika Flisaka - symbolicznego opiekuna toruńskich legend. Zgodnie z tradycją, korowód musi odwiedzać domostwa, by zapewnić ich mieszkańcom pomyślność. W miejskiej scenerii tę rolę przejmują miejsca z duszą. Jednym z nich jest Torunianka Cafe.

Skrzypek grający podczas zapustów na toruńskiej starówce, w tle pomnik i miejskie kamieniceUczestniczka zapustów w ludowym stroju, w tle koza - tradycja chodzenia z kozą w Toruniu

To miejsce to prawdziwy wehikuł czasu. Przenosi nas w epokę dwudziestolecia międzywojennego, gdy po kawiarnianych stolikach przesuwały się kartki z poezją, a dyskusje toruńskiej bohemy toczyły się do świtu. Torunianka od lat wspiera inicjatywy regionalne i w tym roku ponownie była gospodarzem zapustnego podkoziołka. Widziałem, jak barwne maszkarony mieszały się z zapachem świeżo mielonej kawy i gwarem rozmów. Autentyczna kultura nie potrzebuje muzealnych gablot - potrzebuje ludzi i miejsc, które chcą się otworzyć na żywioł tradycji i radosny chaos.

Rzemiosło i korzenie: INTEK-ART i Park Etnograficzny

Z kawiarni ruszyliśmy dalej, w stronę świata światła i szkła. Pracownia Witraży INTEK-ART, działająca od 1992 roku, to miejsce, gdzie toruńskie rzemiosło spotyka się z pasją. Nawiązując do tradycji dawnych mistrzów, pracownia ta przybliża sztukę witrażu współczesnym odbiorcom. W gotyckim Toruniu, gdzie światło przenikające przez kolorowe szkło ma szczególne znaczenie, wizyta korowodu była czymś magicznym. Rzemiosło i folklor to dwa światy, które idealnie się tu dopełniły.

Korowód zapustny i koza przed pracownią witraży w Toruniu, barwne postacie i ludowe stroje

Naszą ostatnią stacją był Park Etnograficzny przy Muzeum Etnograficznym im. Marii Znamierowskiej-Prüfferowej. To naturalny dom dla Kozy. Drewniane chaty kryte strzechą, zapach siana i stukot butów o ziemię sprawiły, że poczułem się jak w środku żywej opowieści sprzed stu lat. To właśnie tutaj „chodzony z kozą” wybrzmiał najmocniej - nie jako inscenizacja, ale jako autentyczny rytuał, który pamięta więcej niż współczesny człowiek.

Ostatki na ludowo - Finał z przytupem

Dzień zakończyliśmy tanecznie podczas „Ostatków na ludowo”. W sali widowiskowej muzeum zagrały kapele: agregandado, Skrzypkowie Dzielni oraz Kujawy Bachorne Nowe z Osięcin. Kujawiaki, mazurki, oberki i wiwaty - muzyka niosła się echem jak dawniej po wiejskich karczmach. Tańczyli wszyscy, od najmłodszych po starszych, zacierając granice wieku i czasu.

Dla mnie ten dzień był ostatecznym dowodem, że tradycja nie rdzewieje, jeśli damy jej przestrzeń. Kujawska koza to nie relikt przeszłości - to czysta energia. Żywa, radosna i nieokiełznana. Taka, która nie tylko łączy pokolenia, ale na chwilę pozwala nam wszystkim stać się częścią czegoś większego.


Chcesz zobaczyć więcej kadrów z tej wyprawy?
Zajrzyj na mój Instagram i koniecznie zobacz pełny reportaż na moim kanale YouTube. Tam poczujesz ten rytm i usłyszysz każdą nutę!

Podoba Ci się to co robię? Wesprzyj moje kolejne wyprawy z aparatem: buycoffee.to/okiemobiektywu
Planujesz wydarzenie lub szukasz fotosisty na plan? Sprawdź moją ofertę współpracy.

Strażnica w Łutowcu: Tajemnica warowni na Jurze

Strażnica w Łutowcu, niegdyś znana również pod nazwami Oltowiec lub Holtowiec, położona w malowniczej wsi Łutowiec (woj. śląskie), stanowi jedną z bardziej tajemniczych i najmniej poznanych średniowiecznych konstrukcji obronnych na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Zapraszam Was na kolejną zimową wędrówkę szlakiem jurajskich warowni - tym razem w miejsce, gdzie historia pozostawiła po sobie jedynie skromne, lecz niezwykle intrygujące ślady, które pod śnieżnym puchem nabierają szczególnego charakteru.
 
 
Pierwsze wzmianki o samej miejscowości Łutowiec pojawiają się w dokumentach pod koniec XIV wieku, jednak dokładny czas powstania samej strażnicy oraz postać jej fundatora do dziś pozostają w sferze historycznych zagadek. Brak zachowanych średniowiecznych źródeł pisanych sprawia, że obiekt ten jest dla badaczy niczym biała plama na mapie Orlich Gniazd. Mimo to, wnikliwa analiza topografii terenu, reliktów fundamentów oraz analogii do pobliskich strażnic pozwala nam podjąć próbę odtworzenia jej dawnego znaczenia w systemie obronnym Królestwa Polskiego.
 

Najbardziej prawdopodobna hipoteza zakłada, że strażnica została wzniesiona z inicjatywy króla Kazimierza Wielkiego. Pełniła ona funkcję pomocniczą wobec pobliskiego zamku w Bobolicach, stanowiąc kluczowe ogniwo w łańcuchu sygnalizacji optycznej - dymy i ognie rozpalane na szczycie wieży w Łutowcu pozwalały w błyskawicznym tempie przekazać informację o zagrożeniu do dalej położonych warowni. Inna teoria wiąże powstanie obiektu z działalnością księcia Władysława Opolczyka w latach 1370-1391, który poprzez takie punkty umacniał granice swoich włości przed spodziewanymi wyprawami zbrojnymi Władysława Jagiełły.
 
Konstrukcja strażnicy w Łutowcu była typowa dla "Małych Meteorów" Jury. Sercem warowni była murowana z kamienia wapiennego wieża obronna (donżon), usytuowana na szczycie pionowego, trudnodostępnego ostańca skalnego. Wykorzystanie naturalnych pionowych ścian skały sprawiało, że obiekt był niemal niemożliwy do zdobycia szturmem. U stóp skały znajdowały się drewniane zabudowania gospodarcze dla załogi i koni, a całość otaczał system ziemnych wałów oraz fosa, których zarysy przy odpowiednim oświetleniu można dostrzec w terenie do dziś.
 
 
Mimo że strażnica była użytkowana stosunkowo krótko i dość szybko popadła w zapomnienie, jej pozostałości to dziś niezwykle cenny świadek przeszłości. Do naszych czasów dotrwał fragment kamiennego muru o długości około 4,5 metra i grubości 0,6 metra, "przyklejony" do krawędzi ostańca. Przeprowadzone w XX wieku badania archeologiczne potwierdziły średniowieczną metrykę obiektu, choć wciąż pozostawiły wiele pytań bez odpowiedzi.

Dzisiaj, gdy odwiedzamy Łutowiec, uderza przede wszystkim cisza i surowe piękno krajobrazu. Dla osób poszukujących niszowych zabytków, z dala od komercyjnych szlaków, to miejsce jest idealne. Skromne ruiny na szczycie skały zmuszają do refleksji nad tym, jak przed wiekami organizowano obronę w tych trudnych, jurajskich warunkach. Łutowiec nie potrzebuje wielkich murów, by inspirować - wystarczy stanąć u podnóża skały, by poczuć ducha dawnych czasów i docenić inżynieryjny kunszt naszych przodków.
 
Inne miejsca warte odwiedzenia: MAPA

Współpraca i wsparcie projektu

Jeśli doceniasz moją pracę nad dokumentowaniem jurajskich warowni i chcesz wesprzeć dalszy rozwój projektu Okiem Obiektywu, możesz to zrobić stawiając mi wirtualną kawę. Każde wsparcie pozwala na realizację kolejnych wypraw i przygotowywanie nowych materiałów wideo oraz artykułów.

Postaw kawkę: buycoffee.to/okiemobiektywu

5 lut 2026

Strażnica w Przewodziszowicach: Tajemnice Zapomnianej Warowni

Zapraszam Was dzisiaj na kolejną podróż po Jurze Krakowsko-Częstochowskiej - tym razem do Strażnicy w Przewodziszowicach (woj. śląskie). To następna odsłona moich zimowych wędrówek śladem jurajskich warowni i strażnic. Podczas tych wypraw staram się nie tylko dokumentować ich obecny stan, lecz także analizować funkcję, historię i miejsce, jakie zajmowały w dawnym systemie obronnym regionu - szczególnie teraz, gdy surowa, mroźna aura odsłania ich prawdziwe, niedostępne oblicze.
 

Każda wyprawa na Jurę Krakowsko-Częstochowską jest dla mnie czymś więcej niż zwykłą wycieczką. To próba odczytania krajobrazu, w którym natura i historia wzajemnie się przenikają. Odwiedzając kolejne warownie, staram się spojrzeć na nie nie tylko jako na ruiny, lecz jako na element większej całości - skomplikowanej sieci punktów obronnych, obserwacyjnych i komunikacyjnych, które przez wieki kształtowały ten region. Strażnica w Przewodziszowicach, szczególnie gdy ośnieżone drzewa otulają ostańce, doskonale wpisuje się w ten mistyczny kontekst.

Strażnica w Przewodziszowicach - Strażnik pogranicza

Strażnica w Przewodziszowicach, wzniesiona prawdopodobnie w XIV lub na przełomie XIV i XV wieku, była murowaną warownią obronną o strategicznym znaczeniu. Jej fundację najczęściej przypisuje się królowi Kazimierzowi Wielkiemu lub księciu śląskiemu Władysławowi Opolczykowi, który w tym okresie intensywnie umacniał pogranicze swoich posiadłości. Obiekt zlokalizowano na szczycie wapiennego ostańca o pionowych ścianach, na wysokości około 390 m n.p.m. Zimą, gdy roślinność opada, doskonale widać, jak genialnie wykorzystano tu naturalne ukształtowanie terenu - strażnica wydaje się wręcz wyrastać prosto ze skały. Do naszych czasów zachował się częściowo zrekonstruowany fragment muru obwodowego o długości około 26 metrów. Mur ten, wzniesiony na krawędzi stromej przepaści, jest dodatkowo wsparty solidną skarpą od strony południowo-wschodniej. W najwyższych punktach sięga on około 10 metrów wysokości, a jego grubość - dochodząca do 1,8 metra - robi wrażenie nawet dziś. Taka konstrukcja nie pozostawia złudzeń: to nie była rezydencja, lecz surowy obiekt militarny, mający przetrwać najcięższe oblężenia.
 

Według jednej z hipotez strażnica pełniła funkcję niewielkiego zamku mieszkalno-obronnego lub kluczowego punktu obserwacyjnego. Wraz z pobliskimi Suliszowicami i zamkiem Ostrężnik, tworzyła linię zabezpieczającą południowo-zachodnie rubieże państwa przed najazdami. Zamek górny zajmował najprawdopodobniej powierzchnię około 165 metrów kwadratowych, co czyniło go obiektem kameralnym, ale trudnym do zdobycia. U podnóża skały mogło funkcjonować niewielkie podzamcze o charakterze gospodarczym, dziś ukryte głęboko pod warstwą ziemi i zimowego puchu.

Mikołaj Kornicz i zbójecka legenda

Prawdziwy koloryt historia tego miejsca zyskała w latach 1426-1454, gdy strażnica stała się siedzibą Mikołaja Kornicza, zwanego „Siestrzeńcem”. Był to rycerz-rozbójnik, który z Przewodziszowic uczynił swoją bazę wypadową. Według przekazów napadał głównie na bogatych kupców i możnowładców, a jego działalność do dziś budzi skrajne emocje. Postać Kornicza szybko obrosła legendą - mówiono o jego niezwykłej odwadze, ale i okrucieństwie. Tradycja niesie, że zrabowane przez niego ogromne skarby miały zostać ukryte w głębokich szczelinach skalnych lub w zamkowej studni. Do dziś te opowieści rozpalają wyobraźnię poszukiwaczy, którzy w mroźne poranki przeczesują okoliczne lasy.

W 1432 roku, podczas zjazdu panów śląskich i polskich w Będzinie, Mikołaj Kornicz został oficjalnie uznany za wichrzyciela, a za jego schwytanie wyznaczono nagrodę. Źródła podają różne wersje jego końca - jedna mówi o pojmaniu i srogiej karze, inna sugeruje, że Siostrzeniec jeszcze przez lata wymykał się sprawiedliwości. Niezależnie od faktów, jego postać na trwałe wpisała się w mroczne dzieje strażnicy, nadając jej aurę miejsca przeklętego, a zarazem fascynującego.

Legenda o duchu Siostrzeńca

Lokalne podania głoszą, że duch Kornicza do dziś strzeże swoich łupów. Podobno w mroźne, mgliste poranki nad ruinami murów można dostrzec ciemną sylwetkę w kapturze, krążącą niepokojnie wśród skał. Czy to tylko wiatr świszczący w szczelinach wapienia, czy echo dawnych czasów? Strażnica w Przewodziszowicach pozostaje miejscem pełnym niedopowiedzeń i baśniowej magii, która zimą, z dala od turystycznego zgiełku, staje się niemal namacalna.

Inne miejsca warte odwiedzenia: MAPA